„Zniknięcia – Weapons” to film, na który czekaliśmy z zapartym tchem. Po sukcesie „Barbarzyńców”, Cregger otrzymał ogromny budżet i pełną swobodę twórczą, co zaowocowało horrorem w skali makro. To mroczna, nieliniowa mozaika ludzkich losów, połączonych wspólnym, nadprzyrodzonym mianownikiem. Akcja dzieje się w małym miasteczku, gdzie seria zaginięć dzieci i niewytłumaczalnych aktów przemocy zaczyna układać się w przerażającą całość, sięgającą korzeniami głębiej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać.
Jest to produkcja absolutnie genialna pod względem struktury i niesamowicie ambitna. „Weapons” jest fascynująco ciekawe, ponieważ reżyser porzucił prostą narrację na rzecz skomplikowanej układanki przypominającej filmy Paula Thomasa Andersona, tyle że w wersji „koszmar senny”. To nie jest zwykły film – to widowisko, które udowadnia, że horror może mieć rozmach greckiej tragedii.
Film jest wstrząsająco nieprzewidywalny i nasycony brutalną energią. Groza w „Weapons” nie płynie z jednego potwora, ale z poczucia, że świat oszalał. Napięcie budowane jest przez mistrzowskie zmiany nastroju – od cichego dramatu po nagłe, krwawe eksplozje przemocy, które sprawiają, że widz nigdy nie czuje się bezpiecznie. Film przeraża, bo pokazuje, że zło jest zaraźliwe i może dotknąć każdego, bez względu na wiek czy status.
Fabuła jest hipnotyzująca, gęsta i wymaga od widza maksymalnego skupienia. Scenariusz to prawdziwa łamigłówka – każda scena, która początkowo wydaje się nieistotna, znajduje swoje rozwiązanie w finale. Najmocniejszą stroną historii jest to, jak horror przeplata się z ludzkim dramatem. Cregger ma unikalny dar pisania dialogów, które brzmią naturalnie, by za chwilę wrzucić bohaterów (i nas) w sytuacje całkowicie surrealistyczne.
Klimat filmu jest ciężki, duszny i wypełniony podskórnym lękiem. Reżyser doskonale wykorzystuje motyw amerykańskiej prowincji, która pod warstwą normalności skrywa gnijącą tajemnicę. Nastrój jest wypełniony niepokojem, a ścieżka dźwiękowa operuje niskimi, buczącymi tonami, które wprowadzają widza w stan niemal fizycznego dyskomfortu. To świat, w którym słońce świeci jakby słabiej, a cienie są zawsze zbyt długie.
Zdecydowanie warto obejrzeć ten film – to bez wątpienia najważniejszy horror 2026 roku!
Zdecydowanie tak, ale z odpowiednim nastawieniem. „Weapons” to nie jest horror dla każdego — to film powolny, mroczny i niepokojący bardziej psychicznie niż wizualnie. Jeśli jednak cenisz kino grozy, które zostawia ślad i zmusza do myślenia, ten seans może okazać się jednym z najmocniejszych doświadczeń ostatnich lat.
Polecam go każdemu, kto:
– Szuka w kinie grozy świeżości, odwagi i skomplikowanej fabuły.
– Uwielbiał „Barbarzyńców” i chce zobaczyć, jak ich twórca radzi sobie z ogromnym budżetem.
– Ceni horrory, które są jednocześnie inteligentnymi thrillerami i emocjonalnymi dramatami.
„Weapons” to filmowy cios, po którym trudno się pozbierać – to kino totalne!


